sobota, 14 marca 2015

Iwona księżniczka z burbona

Iwona no logo  555x800        Bilety na sale nie są numerowane. To było pierwsze odkrycie. Oczami wyobraźni już widziałam ten tłum cisnący się do pierwszego rzędu. Kiedy otworzono drzwi, problem się wyjaśnił. Widzowie bowiem mieli do wyboru siedzenie na czerwonych huśtawkach (ci szybsi) albo na skrzynkach po piwie (nie, nie było wygodnie), wokół prostokątnego klocka z wbudowanymi z boku ekranami. Całą podłogę pokrywały kawałki gumy, które nie mam pojęcia co miały oznaczać, ale spełniły się doskonale w roli zabijacza czasu dla znudzonych lub zażenowanych widzów.

 Sam tytuł jest nawiązaniem do sztuki Gombrowicza, lecz nie należy go do niej odnosić. To jest oddzielny utwór. Główna bohaterka, Iwona, pochodzi z patologicznej rodziny z liczną gromadką dzieci, które kręcą się po scenie. W pewnym momencie zaczynają śpiewać "Iwona jest brzydka, jest płaska jak deska" i tak dalej, w tym samym stylu, jak na mnie o połowę za długo, bo do widzów dotarło już na początku, że ją przezywają. Następnie okazuje się, że Iwona poleciała do chłopaka poznanego na bliżej nam nie przedstawionym obozie integracyjnym. Pochodzi on z tej "lepszej" części Warszawy. Jego rodzice, pełni maniery i zadufania, przyglądają się natarczywie dziewczynie, będąc ogólnie wściekli. Mimo tego postanawiają przyjąć tą "małpę" - tą małpą będzie się powtarzać przez cały spektakl - uważając ją tylko za chwilową fanaberię syna.


Do tej pory jest całkiem dobrze. Później następuje scena w którym para bierze kąpiel, rozbiera się i żąda od siebie pokazania genitaliów. Zwracam uwagę, wręcz podkreślam, że spektakl jest przeznaczony dla młodzieży i ma odpowiadać na współczesne problemy społeczne. Cóż pokazywanie sobie siusiak... nie za bardzo widzę jaki problem społeczny to pokazuje.

Później ukazany jest świat tych bogatych, ich współczesne sposoby spędzania wspólnie czasu - nagrywania challengy - oraz wyśmiewanie "małpy". Dylematy chłopaka ukazują się dopiero pod koniec kiedy spotyka inną osobę zakochaną w  Iwonie. Wtedy wiele rzeczy zaczyna się wyjaśniać. Tu następuję opowieść braci i sióstr dziewczyny, która jest bardzo mocna.

Zderzenie dwóch światów, pewien eksperyment. Zarówno artystyczny jak i ten przedstawiony na głównej bohaterce. Co z tego wyniknie ? To już trzeba samemu się wybrać. Jeszcze wspomnę, że "duszenie" Iwony bananami przez ojca chłopaka, to miało być chyba metafora czy mocno przerysowany schemat, nie jest zbyt smaczne. Oglądanie przeżuwanego i rozplutego po całym prostokątnym klocku owocu, na długo mnie do niego zraziło. Rzygać się chce.

Znalezione obrazy dla zapytania iwona księżniczka z burbona
Mimo tego wszystkiego, uważam, że gdyby spektakl utrzymał lepszy poziom, byłby naprawdę dobry. Coś po sobie pozostawił. Coś o czym trzeba pomyśleć, przetrawić (przeżutego banana nie chce przetrawić...). Życie nie jest proste Czarno-białe. Nie istnieją tylko 100% dobre wybory ,albo 100% złe. Coś mi pokazał, na swój własny sposób. Do tego dobrze dobrana muzyka oraz nastrojowo zmieniające się światła, przenosiły w inne zdarzenia.

Jest to ciężkie przedstawienie. Pozostawiło mi po sobie pewien niesmak, ale coś przekazało. Tyle, że mogło to zrobić w bardziej kulturalny sposób. Nikt im nie karze wyrażać się tylko poprawną polszczyzną i prezentować tylko to co dobre czy piękne. Widzowie, szczególnie młodzi, chcą jedynie trochę kultury, W KOŃCU PO TO PRZYSZLI DO TEATRU...



Znalezione obrazy dla zapytania iwona księżniczka z burbona scena
Zdjęcie z link


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli już mnie odwiedziłeś zostaw choc słówko :) Zależy mi na twoim zdaniu